3 PROBLEMY, które POGRĄŻAJĄ oferty od rekruterów

Kolorowe śmietniki

Bardzo rzadko odpisuję na wiadomości z ofertami pracy. Mam ku temu powody. Ilość emaili jakie przychodzą sugeruje mi, że nie warto nad wszystkimi się pochylać. Na szczęście rekruterzy sami dają mi powód, dzięki któremu mogę szybko pozbyć się wiadomości ze skrzynki.

Kilka dni temu wrzuciłem na swojego fanpage’a na Facebooku krótki wpis o wiadomościach jakie dostaję od rekruterów (jeśli jeszcze mnie tam nie śledzisz to koniecznie zacznij).

Z jednej strony jest on ewidentnie humorystyczny. Jednak jak najbardziej mówi prawdę. Ukazuje jeden z problemów ofert pracy dla programistów – kompletny brak dopasowania treści do odbiorcy. Zainspirował mnie on też do napisania tego tekstu jako pewnego rodzaju rozwinięcia tematu z mojej perspektywy.

Sprzedaż

Bycie rekruterem to jak bycie sprzedawcą. Oferta pracy praktycznie niczym nie różni się od oferty sprzedaży. W końcu firma na pracowniku też zarabia. Jak można przeczytać np. w tekście na stronie magazynu Forbes:

Recruiting is about selling.  In this case, the product you’re selling is your company.  The job applicant is your sales lead.  The interviews are the sales calls.  Your job is to stir up enough interest among the desired job seekers so they consider your organization their first choice for employment.

Jednak przeglądając skrzynkę mailową i wiadomości na Linkedinie widzę, że spora część rekruterów jest jak sprzedawcy, którzy dzwonią pod każdy numer jaki tylko znajdą licząc, że ktoś w końcu kupi ten zestaw garnków, który oferują. Sprawia to, że cały „rynek” ofert pracy na tym cierpi. Bo skoro ostatnie 10 wiadomości z ofertą było absolutnie nijakie, nieinteresujące, albo wręcz odrzucające to z jakim nastawieniem prawdopodobnie otwieram kolejnego maila? Jeżeli w ogóle otwieram. Bo mogę dojść do wniosku, że skoro zobaczyłem tyle nijakości to nie ma sensu czytać dalej. Przez to mogę pominąć ofertę, która byłaby dla mnie idealna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju.

Z resztą nie tylko ja to dostrzegam.

3 powody

Każdy z nas ma różne powody, przez które zignorował ofertę pracy. Nawet najlepiej skrojona propozycja może nas po prostu nie interesować i grzecznie odpowiemy „proszę odezwać się za pół roku”. Jednak przez kilka lat pracy jako programista zauważyłem, że są 3 powtarzające się scenariusze, przy których nawet nie tracę energii aby odpisać i pociągnąć temat. Taki bywam niekulturalny.

Na potrzeby tego tekstu przejrzałem dostępne w internecie materiały dla osób zachęcających kandydatów do wzięcia udziału w rekrutacji. Zarówno polskie jak i zagraniczne. Skupiające się na rekrutacji programistów. 10 sekund w Google pokazało mi, że materiały są, nawet spójne i sensowne. W ciągu kilkunastu minut miałem całkiem dobry ogląd na to jak powinienem prowadzić korespondencję z przyszłym kandydatem. Mimo, że nigdy tego nie robiłem. A jednak nagminnie powtarzają się te same problemy.

Brak wszystkiego

Coś czego najbardziej nie lubię. Otwieram kolejną wiadomość z podobnym tytułem i widzę w niej jedno sformułowanie: „Szukam programistów. Chcesz poznać szczegóły?” Coś mi to przypomina…

Dokładnie tak samo się czuję kiedy dostaję wiadomości takiej treści jak ta poniżej. Jak tak przeglądam skrzynkę na LinkedIn to stanowią jakieś 20-25% wiadomości.

 

Ten email pasuje przynajmniej do kilkudziesięciu, jak nie kilkuset firm w Krakowie. Właściwie to do każdej, która szuka pracownika do tej technologii w tym mieście. Bo z jego treści wynika tylko tyle, że ktoś kogoś szuka do czegoś. Ale kogo i do czego? To już wiedza, o którą trzeba zawalczyć. Jako, że Kraków jest jednym z czołowych miast jeśli chodzi o ilość miejsc pracy dla programistów to faktycznie mogłem być zaskoczony, że ktoś szuka programisty do „czegoś”. Teraz już to wiem.

Ten typ wiadomości skupia się na tym czego rekruter potrzebuje. A ja go nie znam więc jego potrzeby są mi obojętne. Na jednej ze stron poświęconych szukaniu pracy, w artykule o skutecznym zachęcaniu kandydatów można przeczytać:

Avoid the “I” and “me” and “we,” Zapar suggests, and instead put the focus on how the job opening might benefit the candidate. “It’s not about you and your req. It’s about them and their careers.”

Inna strona, tym razem poświęcona aplikacji dla rekruterów, mówi podobnie:

Tailor your communication to explain how your job opportunity will allow your candidate to further tap into and pursue their passions.

Być może te osoby wybiórczo stosują dobre rady więc np. z kolejnej strony zapamiętają tylko taki fragment:

Remember your objective is to get them to make contact, not sign a contract. That means keeping your message to the minimum needed to get your point across. If someone opens your email and they see an essay, then your email will be saved for later (AKA never seen ever again).

Jak ktoś chce to potrafi

Żeby nie było, że wszyscy nie umieją pisać tego typu wiadomości to poniżej jest przykład takiej, która jest krótka, ograniczona do minimum, ale jednocześnie treściwa. Wiem gdzie ta praca, wiem za ile, jaka umowa. Odnosi się przynajmniej do jednej mojej pasji – zarabiania na życie i przyjemności. Mogę ocenić czy warto. Czyli jednak się da zmieścić z sensowną treścią w 40 słowach:

Mimo, że nadal nie poznałem szczegółów stanowiska to czytając tę ofertę czuję się jakoś tak zdecydowanie lepiej poinformowany i zachęcony niż przy pokazanych wcześniej.

A to jest jakaś różnica?

Kolejny problem często mnie nawet bawi. Dlatego jest na drugim, a nie pierwszym miejscu. Chodzi o wiadomości zawierające oferty na stanowiska całkowicie niezwiązane z moim profilem. Dodatkowy plus do śmieszności dostają te wiadomości, które są wysyłane na LinkedInie. Czyli miejscu gdzie kliknięcie w profil, do którego się wysyła wiadomość daje wszystkie informacje o technologiach w jakich dana osoba pracuje i jakie zna. Nawet nie trzeba niczego wyszukiwać – klik i wystarczy porównać z ogłoszeniem. Ale widocznie nie ma na to czasu.

Dlatego ja, jako osoba pracująca od 4 lat jedynie w języku C# i ogólnie technologii .NET, jestem idealnym kandydatem do tego stanowiska jakie zostało mi zaproponowane poniżej.

Z wymienionych wyżej technologii i narzędzi, czyli Javy, Springa, Jenkinsa, AWSa i Gita znam i mam w profilu tylko Gita. Tylko dlatego, że używa się go wszędzie ze wszystkimi technologiami. Ale mimo to propozycja jest i to od razu na seniora!

A poradniki mówią jasno

Prior to reaching out to any candidate via email, we always recommend doing your research first. Check out their professional profiles on LinkedIn, social profiles on sites like Twitter or Facebook, and even try to find any of their work samples online.

Do tego punktu odnosi się mój post na Facebooku, o którym wspomniałem na samym początku. Ciężko tutaj dodać coś więcej bo przykłady pozytywne po prostu zawierają technologie, które mogą mnie jakkolwiek zainteresować. Wtedy przynajmniej widać, że rekruter zadał sobie trud sprawdzenia profilów albo przynajmniej wybrał bota, który umie filtrować kandydatów, których spamuje.

Kopiuj-wklej

Ostatni punkt ciężko mi zobrazować jakimś dobrym przykładem. Jest to trochę przeciwieństwo punktu pierwszego. Chodzi o ten typ wiadomości z ofertami gdzie jedyna linijka, która nie jest skopiowana z ogłoszenia jakie ta sama firma wrzuca na wszystkie portale z ogłoszeniami to jest powitanie „Dzień dobry Panie Marku”. Reszta wygląda tak:

We wszystkich tego typu wiadomościach struktura jest identyczna – obowiązki, wymagania, benefity (btw, mój ulubiony rodzaj benefitu jaki zdarza się znaleźć w tych ofertach to „pensja”. Miło z ich strony). Nie dość, że wyglądają one jak żywcem skopiowane z tablicy z ofertami to w dodatku pomiędzy sobą nie różnią się treścią. Jedyne co odróżnia treści różnych firm to użycie innych słów w zdaniach bo mam wrażenie, że lista obowiązków i wymagań jest zawsze taka sama. Może wszyscy korzystają z jednej?

Myślę, że najlepiej ten typ wiadomości został podsumowany na jednej z przytaczanych wcześniej stron:

Most cold emails are generated automatically, or the content has been copied and pasted from other posts and with only the name of the recipient changed. We’ve all had emails like this, and we’ve all deleted them straight away.

Czy to już spam?

O ile wcześniejsze przykłady zawierają przynajmniej minimum zaangażowania ze strony rekrutera tak w tym przypadku jest to zwyczajny spam wysyłany prawdopodobnie za pomocą automatów, które podmieniają tylko imię w treści. Właściwie tego typu wiadomości można by uznać za najgorszy. Jednak dopóki nie pojawiają się zbyt często to zwykle się je tylko ignoruje. Tak jak ignoruje się wszystkie inne wiadomości wysyłane masowo do naszych skrzynek.

Przepraszam, mają jedną zaletę. Mogą służyć jako przegląd tego co jest teraz pożądane przez pracodawców w kwestii technologii. Chociaż patrząc na to jak wszystkie są do siebie podobne to w ten argument nawet mi ciężko uwierzyć.

Ile można?

Powyższa lista czasami wiąże się jeszcze z jedną cechą części rekruterów. Najlepiej to widać kiedy wiadomości czytacie bezpośrednio na Linkedinie. Chodzi mianowicie o kilkukrotne wysyłanie tej samej oferty. Kiedy to się dzieje to zazwyczaj nawet treść się nie zmienia. Nikt nie wpadł na to, że jeśli na pierwszą wiadomość nie odpisałem to następna, DOKŁADNIE TAKA SAMA, może nie zadziałać. Zresztą linkowane wcześniej artykuły zawierają informacje o tym. Jest napisane, że owszem dobrze jest się kontaktować ponownie. Ale robić to w postaci konwersacji, jakiegoś nawiązania, podejścia z innej strony. Nie klikania przycisku „wyślij ponownie”.

Jeszcze śmieszniej jest kiedy rekrutację prowadzi jakaś agencja, w której tego samego klienta reprezentuje kilka osób. Zdarzyło mi się 2 lub 3 razy, że w przeciągu jednego czy dwóch dni dostałem dokładnie taką samą wiadomość, z tym samym ogłoszeniem od dwóch, a w jednym przypadku chyba nawet trzech osób. Wiadomo, że każdy chce zgarnąć prowizję. Ale przecież mam coś takiego jak listę maili. I widzę, że dostałem dwa emaile z takim samym tytułem, z taką samą treścią tylko z innym imieniem w adresie i stopce. Kogo w takim razie mam wybrać? Żaden z Was niczym się nie wyróżnił od kolegi z biura.

Czy może być lepiej?

Podsumowując. Zalew naprawdę słabej jakości ofert i masowe spamowanie kogo popadnie powodują, że ten rodzaj docierania do nas – programistów – staje się coraz bardziej uciążliwy. Zapewne dla obu stron. Bo ja jestem sfrustrowany, że muszę usuwać tyle śmieci ze skrzynki. Rekruter, któremu faktycznie zależy i który potrafi zachęcić do rozmowy, jest sfrustrowany bo nie może odpowiednio „mocno” dotrzeć do potencjalnego kandydata do pracy. Bo jego wiadomość ginie w tonie spamu w skrzynce programisty zniechęconego do otwierania tego typu wiadomości.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *