Sesja is coming

Za chwilę będziemy mieli czerwiec, a jeśli jesteś studentem to czerwiec oznacza tylko jedno – zaliczenia i sesję. Tym razem ta comiesięczna batalia studenta z notatkami jest dla mnie o tyle istotna, że wypadałoby w końcu zdać taki jeden przedmiot, który uwaliłem kilka razy z rzędu i przez który nie mam jeszcze dopisku inż. przed nazwiskiem :P

Terminy sesji są znane praktycznie od początku semestru czy nawet roku akademickiego, a mimo to moment nadejścia egzaminów jest dla wielu studentów zaskoczeniem. Jest to też magiczny czas gdy projekty, które nie mogły powstać przez ostatnie kilka miesięcy nagle są kończone w tydzień, a ilość wiedzy jaką jest się w stanie przyswoić dorównuje obszerności Wikipedii.

Wracając do przedmiotu, który mi ciąży (nie ma potrzeby mówić jaki to) to teraz widzę dziwną i niepokojącą rzecz. Mimo, że przez cały semestr raczej sumiennie oddawałem wszystkie zadania w terminie ogarniając przy tym potrzebny materiał i przed każdymi zajęciami miałem tyle samo czasu na przygotowanie się to mimo to teraz kiedy zbliża się koniec semestru mam ogromne przeczucie, że nie nadążam i mam zaległości co dodatkowo pogarsza sytuację bo wiadomo jak to jest kiedy pracuje się pod presją „o nie, nie nadążam!”. Możliwe, że przez to, że szło mi za gładko poluzowałem sobie w którymś momencie terminy i teraz się to skumulowało. W każdym razie plan jest prosty – przetrwać. Czego życzę również wszystkim innym, którzy w najbliższych tygodniach będą zmagali się z pytaniami prowadzących na uczelni :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *