Setny post, ale o czym?

Jak już pisałem na Facebooku, licznik postów tyka. I tak się złożyło, że po poprzednim pokazywał wartość 99. Ale w takim razie co?! Że to już stówa?! Tak moi drodzy, ten post, który teraz czytacie jest setnym na tym blogu. Napisałbym, że szybko minęło, ale tak na prawdę jak na prawie 3 lata istnienia 100 postów już nie robi takiego wrażenia.

Długo się zastanawiałem o czym mógłby być ten okrągły wpis. Myślenie dodatkowo utrudniał fakt, że staram się pisać do zróżnicowanych odbiorców i serwuję Wam wpisy zarówno typowo techniczne, jak i luźniejsze opinie na różne tematy, własne przemyślenia, spostrzeżenia itp. W dodatku ten jubileusz wypadł akurat wtedy kiedy mam do zrobienia masę różnych rzeczy w życiu prywatnym, związanych z pracą, studiami i innymi obszarami. Dlatego mimo prawie tygodniowej przerwy od pisania, która mogłaby sugerować, że pojawi się tutaj arcydzieło sztuki pisarskiej, w ostatecznym rozrachunku uznałem, że wpis ten będzie o… niczym :)Dokładnie tak. Skoro nie można zdecydować się na żaden temat tak, żeby jak największą grupę zadowolić to równie dobrze można nie wybrać nic. Mimo to jak widzicie pojawiło się trochę słów tutaj. Jednak dochodzę do wniosku, że umiejętność pisania o niczym tak, żeby brzmiało to sensownie jest warta nauczenia się.

Jeśli ktoś śledzi mój blog od dłuższego czasu, a jeszcze lepiej jak śledzi go od pierwszych wpisów to na pewno już dawno zauważył, że mój styl pisania ewoluował. Na początku miałem ogromne problemy z rozpisaniem się, przelaniem myśli na tekst, wolałem wpisy krótkie, mocno techniczne, naszpikowane kodem źródłowym i zrzutami ekranu z projektów. Teraz, jak widać, buduję raczej mocno opisowe posty, będące naturalnym ciągiem tego co myślę, przez co czasami nawet może wkraść się drobny chaos, ale wynika on z tego, że często cały plan tekstu powstaje na bieżąco, podczas klepania w klawiaturę. Być może powinienem nad tym popracować, ale mimo wszystko uważam, że taki sposób tworzenia powoduje, że wypowiedzi są bardziej szczere, spontaniczne i zawierają dokładnie to co w danej chwili chcę Wam przekazać.

Jak tak teraz się zastanawiam to myślę, że ten setny post właśnie taki powinien być, niekonkretny. W tym momencie mogę zrobić to co robi prawie każdy twórca, zwłaszcza internetowy, kiedy osiągnie jakąś okrągłą wartość w jednej ze statystyk. Mianowicie chcę Wam, drodzy czytelnicy, podziękować za to, że jesteście. Nawet jeśli może niewiele udzielacie się w komentarzach czy mailach to jednak statystyki wyświetleń mówią same za siebie. Nie ma co ukrywać, nieważna jak ktoś się będzie zapierał, że jest inaczej, i że tworzy dla siebie, to prawda jest taka, że jeśli nie ma odbiorców to zapał i chęci do zachowania jakiejś, chociaż minimalnej, regularności są znikome.

Cały czas też mój blog się zmienia. Nie tylko wizualnie, ale też od strony treści. Wprowadzam różne tematy i typy wpisów. Czy robi się z tego blog lajfstajlowy? Być może tak. Ale jak powiedział Paweł Opydo na Smok Blogu, blog lajfstajlowy to nie jest blog o wszystkim i o niczym, bo przecież styl życia jest dla każdego indywidualny. Blog lajfstajlowy (tak, powtórzyłem to słowo 3 razy w niedużych odstępach) zawiera po prostu dużo własnych przemyśleń dotyczących tego co w życiu robimy. I jak widzicie zdarza mi się pisać czasami o tym co w życiu robię, co o tym sądzę, do czego dążę itd. Jednak cały czas trzymam się tematyki programistycznej, czy ogólnie informatycznej bo to jest coś co znam, czym się zajmuję i czym żyję na co dzień. A jeśli kiedyś zachce mi się pisać o czymś zupełnie innym, np. podróżach to na pewno nie będę tego wciskał Wam tutaj tylko znajdę dla tych treści nowe miejsce w sieci.

Pomimo długiej obecności w internecie tak na prawdę cały czas szukam swojego stylu i ten setny wpis na tym blogu jest dla mnie informacją, że te poszukiwania trwają już dosyć długo i warto by było w końcu się na coś zdecydować. Chociaż myślę, że w ostatnim czasie coś się klaruje. To co wrzucam jest chyba coraz bardziej spójne ze sobą :P Jednak jeśli czytacie większość moich wpisów i macie własne uwagi, uważacie, że coś mógłbym poprawić, zmienić, albo może macie propozycje tematów jakie mógłbym poruszyć to jak zawsze zachęcam do udzielania się. Krytyka, jeśli jest konstruktywna i można z niej wyciągnąć jakieś wnioski, nie jest niczym złym i na pewno nie będę próbował się przed nią bronić. Jeśli napiszecie komentarz to zawsze jest szansa na ciekawą dyskusję i wymianę argumentów za i przeciw nie tylko ze mną ale też z innymi odbiorcami.

Ten wpis miał być wyjątkowy więc niech jego wyjątkowość polega na tym, że opublikuję go bez przejrzenia całości jeszcze raz, co zwykle robię, poprawiając i zmieniając niektóre fragmenty. Jestem ciekaw czy udało mi się już dojść do etapu kiedy to co napiszę za pierwszym razem trzyma na tyle wysoki poziom, że może być pokazane publicznie. Bo jakby nie patrzyć tylko wtedy treść zawiera 100% tego o czym się w danej chwili myślało. Kiedy edytuję i poprawiam wpis to tak na prawdę niektóre fragmenty zmieniam nie dlatego, że są niepoprawne stylistycznie, gramatycznie czy ortograficznie, ale dlatego, że czasami po chwili jedna myśl, która siedziała podczas początkowego stukania w klawisze jest zastępowana przez inną. Tak więc nie patrzę co tam za zdania są wyżej tylko wybieram „Opublikuj” i niech treść niezmącona korektami płynie na falach internetu :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *